Wopławki

Jeśli komuś zdarzy się przejeżdżać przez mazurskie miasteczko Kętrzyn, warto skręcić do leżącej tuż obok wsi Wopławki ( niem.Woplauken), wyłączyć tę natrętną babę  z GPS-a i pokręcić się trochę po okolicy. Aby liznąć nieco historii.
Bo warto.

Na początek dwór.

Wybudowany jako drewniany, w wieku XVII, przerabiany na murowany, w 1806 roku aby  zaprezentować nam się dziś w stylu neorenesansowym. Dwór jest spory, niestety jest silnie zniszczony. Można zauważyć pochodzące sprzed kilkunastu lat nieudolne próby remontu obiektu. Swoistym kuriozum jest dostawiona do bryły budynku pseudoromańska baszta-garaż, z pustaków, która pasuje do obiektu tak, jak uśmiech pasuje prezesowi Kaczyńskiemu. Widocznie remont przebiegał w czasach kiedy na świecie nie było jeszcze konserwatorów zabytków.

Dwór od kilku lat jest własnością prywatną. Ponoć ma być remontowany, ponoć ma tam powstać hotel… bla, bla, bla… ileż razy już to słyszałem.

Problem polega na tym, iż znaczna część zabytków trafia w ręce niewłaściwych ludzi, którzy sądzą, że postawią przy betoniarce pana Ździśka, z panem Mietkiem, a przed nazwiskiem postawią sobie „ hrabia”. Kolejny hrabia z widłami w herbie.

Efekt jest taki, że wiele zabytków posiadających prywatnych właścicieli po prostu się wali. Bo nie wystarczy posiadać kurniki na 500 tysięcy kurczaków i świetnie handlować jajami, żeby brać się za trudną sztukę renowacji zabytków. Do tego oprócz kaski potrzeba jeszcze pasji i charakteru. A tych cech niestety często panom „hrabiom” brakuje.

Majątek onegdaj należał kolejno do rodzin:
– XV wiek – 1745 rok, von der Milwe (Mülbe),
– 1745 rok – druga poł. XIX wieku, baronowie Schenk zu Tautenburg,
– XIX wiek do 1945 roku, baronowie Schmidt von Schmidtseck.
wopławki dwór2 przeróbka

Obok dworu zauważymy budynek starej kuźni, która o dziwo obecnie jest również kuźnią. Z budynków gospodarczych rzuci nam się w oczy potężny, neogotycki spichlerz. Zachowany w całkiem dobrym stanie, jeśli nie liczyć nabazgranych tu i ówdzie poetyckich wynurzeń miejscowej młodzieży. Jeśli ktoś wpadłby na pomysł żeby zrobić sobie loft na wsi, to ten obiekt nadaje się do tego celu wybornie.

wopławki spichlerz 4

Jest jeszcze XIX – wieczna brama, na której kilka lat temu widniały płaskorzeźbione herby. Obecnie nic z nich nie pozostało. I stawiam dolary przeciwko orzechom, że nikt nigdy już ich nie odtworzy.

Brama Wopławki

wopławki brama bliżej
Jakiś kilometr na południowy – wschód od dworu, na skraju wsi wznosi się porośnięta starodrzewiem góra, „Kapliczną” zwana. To stare, znakomicie ufortyfikowane grodzisko. W XIX wieku założono tam cmentarz i zbudowano kaplicę rodową. Obecnie kaplica to już zgliszcza. Zniszczona została w 1983 roku.


wopławki kaplica 2Ruina jest miejscem spotkań towarzyskich lokalnego establishmentu. Choć sądząc po potłuczonych butelkach, przedmiotem rozmów nie jest Goethe.
Sam cmentarz jest również w stanie fatalnym. Przyozdobiony śmieciami, wśród których stara muszla klozetowa nie jest niczym niezwykłym. Lecz jeśli zapytać lokalsów dlaczego tak to wygląda, otrzymamy zwięzłą i logiczną odpowiedź: „…Panie, bo to przecież Niemce byli…”
Słów mi brakuje.

Zostawmy zatem już to miejsce i zajrzyjmy do przypałacowego parku. W zachodniej części wsi natkniemy się na sporych rozmiarów kopiec, pamiętający czasy krzyżackie, a będący gródkiem strażniczym. Z tego miejsca rycerze zakonu wypatrywali zbliżających się psotników, którzy mogliby im przeszkadzać w zbożnym dziele krzewienia mieczem i szubienicą, chrześcijaństwa. Obecność gródka wydaje się być uzasadniona. Czego dowodem jest stojący niedaleko, na północny – wschód od wsi, na Krwawej Górze głaz pamiątkowy, z wyrytą datą 1311 (ustawiony na początku XX wieku). Jest to miejsce ustawki: Krzyżacy versus Litwini. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1-0 dla rycerzy zakonu. Co wcale nie było wtedy regułą…
wopławki kamień 1
Litwini wracali wówczas z gościnnych występów na ziemi krzyżackiej, skąd jak mówi legenda, wlekli jasyr w postaci 1400 babek. Krzyżacy stanęli w obronie swoich dam, odbili je (nie wiadomo czy panny były z tego zadowolone) i utłukli 3000 Litwinów. Tak dokładne liczby zapewne nie są dokładne, lecz bitwa taka się odbyła. Świetne to zwycięstwo, według dawnej tradycji, było impulsem do powstania kultu dziękczynnego Matki Boskiej, którą później zameldowano w Św. Lipce, gdzie jej sanktuarium istnieje, jak wiemy po dziś dzień.
Czy historia o pannach jest prawdziwa? Ta sama sytuacja przewija się w wielu legendach o zadymach litewsko – krzyżackich. Tak więc, albo Litwini ruszali na krzyżackie ziemie wyłącznie po dziewczyny, albo Krzyżacy nie mieli nic innego w ofercie. Ta legenda wygląda więc na „dyżurną”  legendę dotyczącą tego typu imprez. A Litwini po prostu wlekli oprócz łupów, jeńców – obojga płci. I różnych rozmiarów.

Piotr z Dusburga (kronikarz Zakonu- przyp. aut.) pisał, iż 4000 wojów litewskich, pod wodzą Witenesa, spustoszyło ziemie krzyżackie i uprowadziło 1200 chrześcijan. Pod Wopławkami dopadł ich brat Henryk z Plotzke, prowadząc 150 rycerzy Zakonu wraz z wojskiem. Większość Litwinów ubito, część potonęła w jeziorze obok, reszta uciekła. Pisał też: „…również kobiety chrześcijańskie, które znalazły się tam w niewoli, gdy zobaczyły, że z nieba śpieszy do nich zwycięstwo, nie oglądając się na swoja słabą płeć, nagle rzuciły się na Litwinów, którzy je pilnowali, i tak jak potrafiły, pozabijały ich.” Na pamiątkę tego zwycięstwa bracia zbudowali klasztor żeński w Toruniu.

Pamiętać musimy, że dawni kronikarze byli bardzo stronniczy i mieli tendencje do koloryzowania. Również liczby podawane przez Piotra z Dusburga uważa się za mocno przesadzone.

Wspomniany głaz, z pola bitwy pod Wopławkami, kilka lat temu cudownie się teleportował, (choć mówi się, że przy pomocy proboszcza) i odnalazł pod kościołem w Kętrzynie. Po awanturze zrobionej przez zawistnych urzędników, wrócił na swoje pierwotne miejsce.

Zjawisko przemieszczania się zabytków jest w naszym kraju dość powszechne. Niedawno kilka kamieni oznaczających granicę Warmii odnalazłem na prywatnej posesji. Stanowią obecnie element ozdobny czegoś, co właściciel zapewne nazywa willą, ja zaś nazywam architektonicznym koszmarem . Na moje nieśmiałe zapytanie o pochodzenie kamieni, właściciel oddelegował do rozmowy psa, jednej z tych ras co to przegryzają autobus jednym chapnięciem.

Na marginesie, pies i właściciel fizjonomią i sposobem artykulacji dźwięków byli do siebie bardzo zbliżeni. Nie cierpiące zwłoki obowiązki nie pozwoliły mi kontynuować tej fascynującej rozmowy.

Kamień w Wopławkach stoi na skraju małego lasku. Wprawny obserwator zauważy, iż jest to zapomniany cmentarzyk. Mam wrażenie, że jest on kontynuacją czegoś, co pierwotnie miało służyć za miejsce ostatniego spoczynku poległym w bitwie wojakom. Być może kiedyś łopata archeologa powie nam coś więcej o tym miejscu.

Wracając z wycieczki, może Wam się przydarzyć, że tak jak my, przypadkiem wylądujecie w jakimś kętrzyńskim garażu, na imprezce w towarzystwie miejscowych cwaniaków, których raczej bym nie podejrzewał, że na życie zarabiają ilustrowaniem książek dla dzieci. Może się okazać, że dżentelmeni owi posiadają jakieś pożółkłe, niemieckie dokumenty, uratowane z jakiejś rudery w okolicy.

 
Co ciekawe nie chcą się ich pozbyć ani nawet nie interesuje ich, czy są wartę parę srebrników, bo traktują je jako pamiątkę skomplikowanej historii tych ziem .To dziwi. I cieszy.
Wopławki. Listopad, 2012 rok.

Jedna odpowiedź do “Wopławki”

  1. Opowiedziana historia musi stanowić specyficzne połączenie normalności z nadprzeciętnością. Prostota z lekkim odcieniem niezwykłosci. Opowieść powinna być wystarczająco niezwykła żeby warto ją było opowiadać, lecz bez trudu zrozumiana, kiedy się ją opowie. Bohater to istota ludzka , wprawdzie powiększona do ponadprzeciętnych wymiarów, ale przy zachowaniu skali.
    I takiej właśnie trwałej wartości życzę Pepego Historiom.
    Mówić o losach pojedyńczej osoby, rodziny, małej społeczności albo przywoływać pamięć o małym Wielkim pomniku historii jakim jest miejsce, w którym człowiek żyje. Właśnie o tym chcemy słuchać.
    Uciekajmy jak najdalej od wielkich przekazów o wielkich sprawach w jeszcze większych mocarstwach.
    „Od VII do XIV wieku w Chinach trwały zamieszki na tle chłopskim”
    W nogi! Choćby w kapciach Goethego.

Dodaj komentarz