Warnikajmy. Sen o potędze

 

Gdy podążając na północ Mazur zda nam się, iż opuściliśmy już granice cywilizowanego świata,  a jedynym śladem sporadycznego  bytowania w tutejszym biotopie organizmów z gatunku homo sapiens będą tylko wszechobecne, koszmarne elektrownie wiatrowe, dotrzemy do miejscowości Korsze. Miasteczka składającego się ze znaku ograniczenia prędkości oraz z zepsutej lokomotywy. Tu należy skręcić na wschód, aby po chwili trafić do wsi Warnikajmy.
Tam ludzie mieszkają w bramie.

warn1

Brama jest spora, ceglano – kamienna i mieści w sobie dwa mieszkania. A jest częścią czegoś, co onegdaj zwano   „Małym Malborkiem”.

warn3
Nazwa Warnikajmy  (niem. – Warnikeim) pochodzi od staropruskich słów warne – wrona, oraz kaims – osada, wieś.
Wronowice znaczy.
Na początku XX wieku gospodarzem Warnikajm został  starosta gierdawski, baron Julius Wilhelm Adolf von Braun (1868 – 1931),  syn ojca Niemca i matki Polki.

julek

A właściwie Mazurki z kaszubskim rodowodem, czyli jednak tak sobie Polki, choć szlachcianki z Gostkowskich.
Ożeniony w roku 1903 z  Klarą  Karoliną Emmą von Below (1872 – 1946)  i jej majątkiem.  Posiadaczką prócz wsi Warnikajmy  herbu przedstawiającego trzy obcięte islamskie głowy i spisu przodków sięgającego 1320 roku. Julius von Braun był  także stryjem rodzonym bratanka swego, niejakiego Wernhera von Brauna, który to Wernher skonstruuje później  rakiety V-2, którymi Niemcy (to ci od drugiej wojny światowej) będą drażnić Londyn.

werner
Po wojnie zaś bratanek zbuduje Amerykanom rakietę, która miast trotylu wyniesie w kosmos człowieka, co to zrobi mały krok po księżycu, a duży dla ludzkości.
Nazwisko von Braun może być dzisiaj znane  również pucołowatemu przywódcy Korei Północnej. Bowiem rakiety No-dong 1, którymi straszy sąsiadów, są niczym innym jak ulepszonymi niemieckimi pociskami V-2.

Póki co mamy drugą dekadę XX wieku i Juliusa von Brauna, który w sobie tylko znany sposób połączył swą osobę z Wielkimi Mistrzami krzyżackimi i zafascynowany potęgą Zakonu postanowił pobudować zamek godzien spadkobiercy teutońskiej tradycji.

Swoją drogą należy być ostrożnym z utożsamianiem Niemców z Krzyżakami. Wszak państwo krzyżackie, najlepiej zorganizowane państwo średniowiecznej Europy,  było jednostką suwerenną. A Krzyżacy, choć teoretycznie powinni uznawać zwierzchnictwo władców Rzeszy, hołdu tymże nie złożyli i wijąc się niczym piskorze, aby tego niefortunnego obowiązku nie dopełnić jakoś do końca dociągnęli.  Zaś krzyżacki prezes, Wielki Mistrz Albrecht Hohenzollern (z Jagiellonów po kądzieli),  kiedy już  księciem pruskim się ogłosił, kombinował jakby tu namówić króla polskiego, Zygmunta Starego, aby wspólnie dobrać się do habsburgowych Niemiaszków.

Wróćmy jednak do von Brauna.
Jeździł więc Julius wraz z architektem (Paulem Englerem) po Malborkach i innych zamkach Zakonu. Mierzył mury i baszty, liczył cegły i fenigi. A że fenigów miał sporo budowa ruszyła z kopyta niczym Jagdpanzer IV na froncie wschodnim.
Powstała potężna, neogotycka rezydencja z basztami, krużgankami, murami obronnymi i całą infrastrukturą niezbędną w czasach  już współczesnych. Oraz spore gospodarstwo rolne, gdzie hasały, jak przy każdym porządnym  zamku ssaki użytkowe i spożywcze, od  koni począwszy na  świniach skończywszy.

warn.ost1.bild

warnikajmy ost2 bild

warnikajm8a

wa222222

warnikajmski zamek wnętrze

W głównym „Domu Zakonnym” sklepienia zdobiły freski o tematyce zaczerpniętej ze starych germańskich sag i baśni. Jak choćby tej o karłach Nibelungach, co to miecz czarodziejski miały, czapkę niewidkę i skarby nieprzebrane.

Skarby jednak się szybko skończyły. Przynajmniej te u von Brauna. Nadszedł kryzys lat dwudziestych i inwestor zaczął piszczeć cienko jak zardzewiałe drzwi od Opla. Zamek musiał sprzedać w 1929 roku, zanim się na dobre w nim rozgościł. A sam miast polec w pięknej zbroi na polu bitwy, w 1931 roku zszedł na zawał w pociągu  relacji Gierdawy – Węgorzewo.
Ze względu na wysokie koszty utrzymania, główne budynki  zamku rozebrano trzy lata później.
I tak się skończył sen o potędze.

warnikajm2

wa5

wa3

wa4

Szkoda, gdyż był to niespotykany i wspaniały przykład  neogotyckiej rezydencji o architekturze tak silnie zainspirowanej warowniami Zakonu Krzyżackiego.

Pozostała brama, resztki murów  i jakieś budynki, które z jednej strony podpiera solidna przypora z drugiej zaś mniej solidny pan Jureczek, który już dawno rozparcelował swoje ostatnie honorarium za ślimaki winniczki, a obecnie czai się niczym U-boot w zatoce, na ofiarę, która zasponsorowałaby butelczynę czegoś, co wywoła szczery uśmiech na twarzy pana Jureczka.

warn4

warn6

warn7

warn8
Właścicielem obiektu jest dzisiaj jedna z firm działająca w branży rolniczej, która organizuje tu balangi dla swoich klientów, na których rumiani rolnicy, oparci o lśniące traktory wciągają darmową wódeczkę w towarzystwie rubasznych żartów.
A gdzieś dalej, za murami, jak dawniej biegają świnie, w które umorusane dzieci rzucają pustymi butelkami po winku.
Kwaśnym niczym uśmiech komtura.

Warnikajmy. Lipiec, 2013 rok.

 

 

Dodaj komentarz