Baba Pruska Piętkowska

W 1848 roku, w mazurskiej wsi Pientken, w wiejskim stawie utopił się chłopiec.
Nie znamy jego imienia.
Nie wiemy też ile miał lat.
Wiemy natomiast, iż postawiono mu osobliwy nagrobek. Otóż przywleczono z miedzy, stojący tam od niepamiętnych czasów, antropomorficzny, kamienny posąg z wyraźnie wyodrębnioną głową i zarysowaną twarzą, wysokości około 1,3 metra. Dolną część rzeźby, o kształcie do złudzenia przypominającym starotestamentowe tablice, wygładzono i wykuto wówczas napis „ CMO” oraz datę „1848”.

baba z piętek

Posąg ten, choć niezbyt piękny, w ostateczności mógłby uchodzić za anioła (kto wie, czy anioły są piękne…), zapewne dlatego go przywleczono.
I to tyle jeśli chodzi o wiek XIX-sty.
Około roku 1928 rzeźbę tę, leżącą wśród traw, na wiejskim cmentarzyku odnajduje ełcki nauczyciel i badacz starożytności Adolf Pogoda. Zakłada on iż jest to użyta wtórnie, tzw. Baba Pruska (A.Pogoda; Das Steinbild von Pientken. Kreis Lyck).
A więc jeden z posągów, wykuwanych hurtowo (choć może nie w takim tempie, jak my dzisiaj produkujemy pomniki JPII ) przed setkami lat, najprawdopodobniej przez pogańskich Prusów, zapewne o charakterze kultowym, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, a których to posągów przetrwało do naszych czasów niewiele.
Posągi te, jak sama nazwa wskazuje przedstawiały mężczyzn („baba” w niektórych językach indoeuropejskich oznaczało i oznacza ojca, przodka). Posiadały bowiem zaznaczone wyraźnie męskie atrybuty. Mam tu na myśli oczywiście uzbrojenie, wąsy, brodę. Choć broda, jak się obecnie okazuje, to niekoniecznie męski atrybut…
Tak więc posąg odnaleziony przez A. Pogode zostaje postawiony do pionu i sfotografowany.
To tyle jeśli chodzi o wiek XX-sty.
Potem słuch o nim zaginął.
Słuch zaginął o posągu, nie o badaczu…
Postanawiamy więc zbadać sprawę w terenie.
Wiemy, że węszył tam już węgorzewski archeolog J. M. Łapo, wyczulony na zabytki, niczym perfekcyjna pani domu na przeceny w markecie. Lecz każdy archeolog (a archeolodzy to często mężczyźni) ma swoje sposoby na znalezienie baby. Jedziemy więc i my. Trio doktorskie i ja, wykwalifikowany łopatolog. W naszym gronie jest wścibska kobieta, również babami zainteresowana.
Ruszamy na Jaćwież.
Dawne Pientken to dzisiejsze Piętki koło Ełku. Choć w międzyczasie (w 1926) Niemcy przemianowali miejscowość na ładne Blumental (ładna nazwa, zresztą nie tylko nazwa, to rzadkość w niemieckim…).
A jeszcze wcześniej, w okresie kiedy pojawili się tu Krzyżacy, ziemie te były domeną bitnego wodza, szamana i celebryty, którego znamy z imienia, niejakiego Skomanda. Postać to ciekawa wielce, ale o nim innym razem. Póki co, zainteresowanych odsyłam do pracy G. Białuńskiego „Studia z dziejów rycerskich i szlacheckich rodów pruskich”, z cyklu MONUMENTA LITERARIA PRUSSIAE.
Piętki.
Odnajdujemy mały, wiejski cmentarzyk, okryty gęstwą roślinności oraz tajemnicą. Rozpoczyna się walka z przyrodą. Przyroda broni się długo, lecz udaje się nam spenetrować cały cmentarzyk, niejednokrotnie pokonując okrutne pokrzywy i dzikie róże, czołgając się niczym jaszczury w opuncjach. Mimo naszych bohaterskich zmagań nie udaje nam się znaleźć pożądanego posągu. Znajdujemy żeliwne krzyże, opisane w języku … polsko-niemieckim. Trafiamy też dwie interesujące stele z XIX-ego wieku, jedną o cechach neobaroku. Ważne zabytki kulturowe. Zaginiony posąg zapewne świetnie ze stelami korespondował.

cmentarz z piętek

krzyż z piętek

stela z pietek 2
Kolejny cmentarzyk. Wojenny. Ten odpada.

piętki wojenny

piętki wojenny 2
Nieco za wsią, w lesie jeszcze jeden cmentarz. Ukryty, nie do znalezienia bez szóstego zmysłu lub leśniczego. Tu już pozostały tylko obramienia grobów, schowane we mchu, choć solidniejsze niż na cmentarzyku wiejskim. Ten z kolei jest związany z dworem. Choć określenie „dwór” jest nieco brawurowe. Ot, większy dom bauerski stojący w parku, plus mająteczek, obecnie rozbudowane przedsiębiorstwo rolne. Lecz jeśli ten cmentarz należał do folwarku, również wypada z orbity naszych zainteresowań.
Gdyż las, w którym się znajduje, istniał już przed wojną, na zdjęciu natomiast widać otwartą przestrzeń, za babą-nagrobkiem. Poza tym, w stawie utopił się „pewien chłopiec”, nie zaś „chłopiec ze dworu”, czy też „chłopiec z folwarku”. Zresztą, onegdaj folwark i budynki okoliczne były oddzielną wsią.
Na dzisiaj więc nici ze spotkania z Babą Pruską.
Pocieszamy się „krówkami”, bo jak się okazuje, nic tak nie kręci archeologa, jak torba pełna słodyczy.
Przy „krówkach” powstają pytania.
Czy posąg został skradziony, aby zdobić czyjś ogródek?
Nie sądzę. Pięknością nie grzeszył, poza tym był to obiekt cmentarny. Co innego pociąć żeliwne krzyże i wywieźć na złom, co innego postawić sobie pod chałupą cudzy nagrobek.
Czy trafił przed wojną do muzeum lub lapidarium?
Nic na to nie wskazuje. Nie ma takich informacji.
Czy może został wykorzystany wtórnie jako nagrobek i stoi na innym cmentarzu?
To możliwe.
Czy też może zalega nadal na cmentarzu, przykryty ziemią i zapomnieniem?
Już raz się przewrócił. Badacz ustawił go do zdjęcia, być może niezbyt solidnie.
Możliwe że w aktach parafii byłby jakiś trop. Lecz te, jeśli przetrwały zalegają gdzieś w czeluściach berlińskich archiwów. Autochtoni zaś we wsi nie występują. Wieś zamieszkuje ludność napływowa, która o posągu nigdy nie słyszała.
Myśmy zrobili wszystko, co można było zrobić bezinwazyjnie. Lecz wrócimy tu jeszcze. Wyposażeni w odpowiedni sprzęt oraz w stosowne pozwolenia. A kto wie, być może uda się zdobyć jakiś mały grancik na rewitalizacje cmentarza.
Bo urokliwy.
Bo warto pielęgnować pamięć o dawnych mieszkańcach tych ziem.
Bo jesteśmy im to winni.

Piętki. czerwiec, 2014 rok.

Dodaj komentarz