Pałac Silginy. Czy Niemcy zdążą?

Myślałem że będą jakieś piece w pałacu… rzeźbionych kafelków na kominek potrzebuje, ale wszystko  sk….syny pokradły  – młody mężczyzna z papierosem, oparty o niebieski mostek nad rzeczką Liwną w Silginach, obserwujący brodzących w wodzie meliorantów z kosami, czyszczących ów ciek wodny z roślin był wyraźnie zawiedziony   – W Anglii robię na budowie, w Birmingham… piniądz jakiś jest, chałupę remontuję… Pojadę na Skandawę, tam jest jakiś dworek czy coś na podobe… da się wejść ponoć , może tam coś znajdę…
Miłośnik zabytków,  po dobrej angielskiej szkole dyzajnu pojechał w swoją stronę,  a ja poprzez hałdy śmieci leżące w parku udałem się do pałacu, co to z niego   „wszystko sk….syny pokradły”.

silginy 020
A właściwie do reliktu tego pałacu.
Który jeszcze pod koniec XX wieku straszył swoim dobrym stanem, co o pomstę do nieba wołało.

silginy bww

silginy 010
Miał czelność przetrwać pochód Sowietów przez Prusy Wschodnie, świetnie się czuł przez cały okres komuny, ale na szczęście dopadła go już Rzeczypospolita numer trzy, ta z orłem w koronie i chciwe łapy zaściankowego kapitalizmu, dzięki czemu możemy z przyjemnością obserwować uroczą ruinę, z roku na rok coraz bardziej chylącą się ku nicości.

silginy 009
Przyjrzyjmy się więc pałacowi Silginy zanim zniknie za naszym przyzwoleniem, a nawet błogosławieństwem kolejny zabytek, obcy rasowo i kulturowo, niezgrabnie wpisujący się w prężnie rozwijający się region, jakim są Warmia i Mazury, ta lokomotywa gospodarki Polski północnej, kraina tysiąca kurzych ferm i jednej fabryki IKEA, rezerwuar niewypłacalnych kredytobiorców i zagłębie zdezolowanych AUDI 100, kraina rokrocznie rodząca czempionów w zbieraniu ślimaków winniczków, oraz wicemistrzów (tuż po góralach) letniej olimpiady w dojeniu turystów z kasy, przez resztę roku wódą i zasiłkiem płynąca.

silginy 039silginy 005
Majątek Silginy od czasów dawnych pechowy jakiś był, a sam pałac obserwatorem nie najciekawszych cech człowieczych, od zazdrości, przez nienawiść do okrucieństwa prowadzącą, aż po rodzime, tanie cwaniactwo w kraju nadwiślańskim powodem do dumy wciąż będące.
Wieś Silginy (niem;  Sillginnen,  prus;  Swilginai ) stara tak jak  inne,  ni bardziej ni mniej, podobnie jak  inne,  czasy upadku Rzymu pamiętająca,  położona jest nieopodal granicy z Federacją Rosyjską,  w gminie Barciany. Wieść niesie,  że za Krzyżaka były w niej dwa zameczki  ale,  że prócz internetowych plotek nic więcej na to nie wskazuje,  a rzecz brzmi mało wiarygodnie,  możemy póki co wieść tę potraktować jako współczesną próbę upiększenia historii,  w czym region Warmii i Mazur przoduje.
Majątek ten dziwnie często zmieniał właścicieli,  nikt tu dłużej miejsca nie zagrzewał oprócz jednego rodu:  von Kreytzen,  do którego ziemie te należały od średniowiecza po wiek XIX.  Ród ten był dość znany w owych czasach, piastujący wiele poważnych stanowisk w Prusiech (paru profesorów,  paru generałów,  sędziowie,  kanclerz Prus), wspominany już w roku 1206, istniejący po dziś dzień w Niemczech,  związany z Kreutzen w powiecie Alterburger Land. Pierwszy z rodu miał się  ziemiach pruskich pojawić Melchior Starszy z Creytz (1475-1550) w roku 1498,  a od 1519 roku jest już notowany jako pan na Silginach.
Przez całe stulecia w Silginach wiało nudą, aż do momentu kiedy ostatni silgiński von Kreytzen,  Friedrich (1748-1815)  został sprytnie wysterowany przez swą małżonkę Leopoldynę,  pozbawiony praw do decydowania o majątku,  a sama połowica znana z rozrywkowego trybu życia doprowadziła interes do ruiny i od tego czasu koło fortuny utknęło w silgińskim błocie i przestało się toczyć w ogóle.
W 1821 roku majątek odziedziczyła hrabina Henrietta Dorota Urszula Katarzyna von Viereck (1766-1854),  pierwsza dama dworu królowej Luizy, rezydująca na stałe w Berlinie. I to ona pod koniec żywota wybudowała obecny pałac, który powstawał dość długo,  bo bez mała siedem lat, od roku 1843 do 1850.

silginy kamień 1

Legenda mówi (i choć wiele na to wskazuje, to nie jesteśmy już dzisiaj w stanie zweryfikować tego w stu procentach, więc autor używa w takich przypadkach określenia „legenda”- przyp. korekta) iż fundamentem pałacu była babska zazdrość. Otóż w pobliskiej Skandawie powstał kilkanaście lat wcześniej pałac pobudowany przez hrabinę Sophie von Schwerin,  inną berlińską celebrytkę,  prowadzącą modny salon na Wilhelmstrasse 63.  Damy nie bardzo się lubiły,  więc oczywistym było,  że jeśli jedna miała wschodniopruską rezydencję,  to druga nie mogła być gorsza. Takie zachowania są typowe,  od czasów kiedy jedna kobieta dostrzegła z bananowca,  że druga ma już jaskinię.

silginy 015

silginy 016
Po śmierci hrabiny von Viereck  cztery lata póżniej,  majątek przechodzi na  Egloffsteinów.  Ci byli potężnym wschodniopruskim rodem,  więc mogli początkowo nie zauważyć,  że Silginy nigdy zbyt dochodowym majątkiem nie były. Dość powiedzieć,  że w ciągu 100 lat majątek zmieniał właścicieli ponad 10 razy.  Ot taki Klapper chociażby,  co to był administratorem dóbr u Egloffsteinów,  wziął Silginy na własny rachunek w 1893 roku,  inwestował,  rozwijał a i tak się w końcu wyłożył. Wprowadzono przymusowy zarząd. Pozostała po nim kolejka wąskotorowa do Skandawy,  zwana Klapperbahn,  istniejąca do 1945 roku (dziś tylko nasyp,  a na nim droga). Siecią takich kolejeczek zresztą Prusy Wschodnie były pokryte dość gęsto. Przy czym spora cześć miała napęd konny. Ba,  istniały nawet kolejki napowietrzne,  tak jak w majątku Drogosze. Po roku 1945 tory wąskotorówek zostały zdemontowane, nasypy rozorane i po większości śladu nie ma. Nawet w ludzkiej pamięci.

silginy 023
W 1914 roku dobra przejmuje baron Reinhold von Lüdinghausen. A i temu biznes nie idzie. Kryzys lat dwudziestych wykańcza Silginy. W 1927 roku majątek zostaje sprzedany towarzystwu ziemskiemu Ostpreußische Landgesellschaft,  i rozparcelowany na 26 chłopskich gospodarstw. Około 100 pozostałych hektarów wraz z parkiem i pałacem przejmuje niejaki Kalckstein. Do roku 1930. Następnie w pałacu rozsiada się podejrzana, tajna organizacja Geheimbund der Gothen,  pracująca nad nowa rasą ludzi. Adolf H. nie lubi konkurencji. Organizacja zostaje zdelegalizowana (naziści na ten przykład powoływali się również na tradycje krzyżackie,  ale działalności wciąż istniejącego Zakonu, w Niemczech zabronili ),  a pałac przejmuje lokalna komórka NSDAP i lokuje tam kierownictwo szkoły.
W roku 1937 w pałacu powstaje dom starców,  na 60-70 pensjonariuszy. Jesień ich życia kończy się zimą 1945 roku,  kiedy to do Prus Wschodnich wchodzi Armia Czerwona o niewyszukanych manierach. Pierwszej nocy po wkroczeniu do Silgin,  rozprawiwszy się z wsią, wyganiają z pałacu starców,  a tych co się ociągają rozstrzeliwują. Siostry z personelu rzecz jasna gwałcą.  Kierowniczka Hanna Wohlgemuth i kilka osób popełnia samobójstwo. Starcy pozostawieni bez opieki,  w styczniową noc zamarzają w parku. Po oczyszczeniu pałacu z elementu germańskiego,  Sowieci urządzają w nim szpital dla dzielnych wojaków.
Ofiary Armii Czerwonej pochowano w przypałacowym parku.
Ekshumowano je w latach 50tych,  kiedy Prusy Wschodnie już nie istniały.

silginy 044

silginy 046
Samobójstwo w tym okresie było stosunkowo dobrym wyjściem. Ci co nie zdążyli lub nie mogli uciec byli mordowani,  często z dodatkowymi atrakcjami. Jak pisał Aleksander Sołżenicyn w „Archipelagu Gułag”, który dotarł do Prus Wschodnich z Armią Czerwoną,  zgwałcenie i zamordowanie Niemki uchodziło niemal za wyczyn bojowy…
Dlaczego Prusy Wschodnie,  region tak daleko położony od ziem stricte germańskich,  region o tak zróżnicowanej mieszance etnicznej,  najmniej „niemiecka” z wszystkich prowincji Rzeszy,  zapłacił za awanturę wywołaną przez nazistów jedną z najwyższych cen ze wszystkich regionów nie tylko Niemiec,  ale i Europy.
Dlaczego Prusy Wschodnie określane przez dziesięciolecia przed wojną,  a nawet wspominane jeszcze dzisiaj przez Niemców jako Paradies,  zamieniły się tuż przed końcem wojny w piekło,  przez ostatnie stulecia w tej części cywilizowanego świata nie oglądane?
Bo miały pecha. Bo były w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Bo były pierwszą prowincją Rzeszy do jakiej wkroczyli Sowieci.
Można by trzymać się ciągle teorii,  iż Sowieci po przekroczeniu granic Prus Wschodnich urządzili tu rzeź,  systematycznie mordując, gwałcąc, dopuszczając się trudnych do wyobrażenia zbrodni na cywilach i zamieniając całą ogromną krainę w zbiorową mogiłę,  gdyż była to zemsta za zbrodniczą działalność Niemców na terenie Związku Radzieckiego.
Tako i Armia Czerwona była indoktrynowana. Tą zemsta kierowały się pierwsze hordy prymitywnych,  radzieckich żołnierzy,  które tu wtargnęły. Ta teoria utrwaliła się i nam przez dziesięciolecia.
Rzecz to pozorna. Nie tylko zemsta. Wielki Wąsacz Józef miał bowiem plan, a niemieckie mordy na terenie Związku radzieckiego świetnie się w ten plan wpisywały, dając pretekst do okrutnego odwetu, który był mu potrzebny.
Stalin dobrze wiedział iż Prusy Wschodnie, po wojnie w taki czy inny sposób przejdą pod jego jurysdykcję; będą słusznie się należącym łupem wojennym. Jednakże przejęcie takiego szmatu ziemi, zwartej od wieków prowincji, osobliwej krainy z dostępem do Bałtyku,  wraz z dobrodziejstwem inwentarza,  inwentarza jakby nie patrzeć narodowości niemieckiej,  byłoby kłopotliwe.  Obecność autochtonicznej ludności na tych ziemiach po wojnie byłoby wielce niewygodna. To groziło w czasach pokoju jakimiś roszczeniami niepotrzebnymi,  jakimś szumem w regionie, jakimiś rewizjonistycznymi tendencjami wśród autochtonów,  a wysiedlanie takiej masy Wschodnioprusaków,  całego narodu wręcz, zaliczanego do zachodniej Europy i świata cywilizowanego,  po wojnie byłoby kosztowne i nieestetyczne. Wyrzynać Niemców po zawarciu pokoju też jakoś niezręcznie. Wojna  wiele usprawiedliwia, a umęczona Europa tuż po wojnie nie powinna już pamiętać ,  że na tych ziemiach mieszkali kiedyś jacyś Niemcy.
Stalin chciał wziąć spaloną ziemię.  Ziemię niczyją.  Bestialstwo Armii Czerwonej miało doprowadzić do samoistnej eksmisji autochtonów ( dlatego też Armia Czerwona w ogóle nie kryła się ze swoimi zbrodniami,  robiąc jak największy szoł,  a zwłok pomordowanych długo nie pozwalała grzebać).  Celem było  wypłoszenie ludności  z tych ziem.
Terror jaki wprowadziła Armia Czerwona miał zmusić ludność Prus Wschodnich do ucieczki.  Plan ten udał się znakomicie i działał doskonale od pierwszego momentu jego realizacji (casus Nemmersdorff).
Exodus ludności Prus Wschodnich,  zimą 1945 roku,  tak skrzętnie pomijany w polskiej wizji historii najnowszej (przecież im się należało-nie ma o czym mówić),  zalicza się do jednej z największych tragedii II Wojny Światowej. „Wyzwolenie” tych ziem wyczerpuje wszelkie znamiona ludobójstwa, jakąkolwiek definicją by się nie posłużyć. Ale kto by to pamiętał.
Trudno zliczyć ilu ludzi wymordowali Sowieci,  ilu zginęło podczas ucieczki, ilu udało się dotrzeć na zachód.  Wszelkie liczby to tylko szacunki.
Prusy Wschodnie zamieszkiwało przed wojną ponad 2,5 miliona ludzi.
Zbrodnie Armii Czerwonej na innych niemieckojęzycznych ziemiach (choć nigdzie potem już tak okrutne jak w Prusach Wschodnich) były rykoszetem planu Stalina,  naturalną konsekwencją propagandy mówiącej o niemieckich zbrodniach w Związku Radzieckim,  jak i były spowodowane naturalna ludzką potrzebą mordowania i zadawania gwałtu,  a odbywały się już siłą inercji.
Prus Wschodnich należy dziś szukać w porozrzucanych po lasach i polach ruinach setkach nie istniejących już wsi,  w każdym przydrożnym rowie Warmii Mazur i Sambii,  wśród leżących tam do dzisiaj kości dziesiątek tysięcy tych co zamarzali po drodze,  umierali z głodu i ginęli od nalotów samolotów zaciekle atakujących kolumny cywilnych uciekinierów,  oraz od ostrzału artylerii (ponoć można było walić do cywilnych uciekinierów z armat praktycznie na oślep – zawsze się trafiało),  szukać należy na dnie Zalewu Wiślanego którego zamarznięte wody okazały się zdradzieckie pochłaniając ogromną ilość ludzi,  desperacko szukających dróg ucieczki,  w każdym porcie południowo-wschodniego Bałtyku,  od Gdańska,  po Kłajpedę, gdzie oczekiwano na statki,  a nawet zwykłe barki ciągnięte przez lodołamacze,  które dla większości nigdy miały nie nadpłynąć.
A i tym co odpłynęli nie zawsze się udawało. Dość wspomnieć zatopienie na Bałtyku okrętów Goya,  Steuben i Gustloff z uciekinierami z Prus Wschodnich i okolic. Były to trzy największe znane tragedie morskie w historii ludzkości. Dodam tylko,  że na okrętach tych znalazło się głównie miejsce dla oficerów,  ludzi związanych z narodowym socjalizmem,  rodzin esesmanów i mniej lub bardziej zbrodniczych,  niemieckich organizacji operujących wówczas w regionie, oraz żołnierzy.
Przeciętna rodzina z Prus Wschodnich,  dajmy na to gdzieś spod Ełku, opuszczała dom rodzinny widząc już łuny sąsiedniej wsi i słysząc wrzaski zarzynanych sąsiadów,  brnęła przez śniegi na zachód,  początkowo w stronę trójkąta heilsberskiego,  czyli w okolice Lidzbarka Warmińskiego,  bowiem faszystowska propaganda głosiła,  że to najsilniejszy militarnie region Prus Wschodnich,  matecznik będący w stanie oprzeć się sowieckiej nawale (broniony już wtedy głównie przez oddziały volkssturmu złożone ze starców, dzieci i kalek)… Złudna nadziejo…  Potem dalej,  z szarą rzeką podobnych nieszczęśników,  gdzie starcy i niemowlęta marli najszybciej i lądowali w przydrożnych rowach,  obok końskiego ścierwa i połamanych wozów,  bez możliwości pochówku,  a jak wspominają ci co przeżyli,  ucieczkę utrudniała masa trupów na drogach…  Kiedy już ktoś litościwy,  furmankę posiadający zabrał w końcu żyjące jeszcze dzieci na wóz,  kiedy masa ludzi weszła na lód Zalewu Wiślanego,  ostatnim dźwiękiem jaki słyszeli rodzice był trzask lodu i rzężenie tonących koni ciągnących przepełnione fury…
Potem jeszcze samoloty strzelające jak do kaczek,  i spokój.  Na dno poszli ci z niemieckimi nazwiskami , ci z polskimi i ci z von przed nazwiskiem.
Bałtyk jest sprawiedliwy.
Taki był koniec Prus Wschodnich,  ziem nazywanych Paradies,  regionu jak żaden w Europie tak wyraźnie odrębnego kulturowo,  gospodarczo,  etnicznie i krajobrazowo.  Trzymającego swój „styl” przez setki lat.
A kiedy zrobiło się już „czysto”,  pozostały tylko jakieś niedobitki,  którymi nie warto się było przejmować, oraz niewielki procent tych Wschodnioprusaków, którzy mieli jakiś związek z Polską czy Litwą, kiedy nad Prusami Wschodnimi zaświeciło znowu słońce oświetlając wiosenny krajobraz,  składający się z poczerniałych trupów,  wyludnionych wsi i miasteczek.  Kiedy ogrzało wypaloną,  dobrze użyźnioną ludzką krwią ziemię,  na której znowu bujnie wyrastały kwiaty,  kiedy  zakwitły jabłonie w sadach, jedyny ślad, że  kiedyś  żyli tu ludzie,  wtedy podarowano nam spory kawałek tego tortu,  nazwany Warmią i Mazurami,  dekorując go słodkim napisem  „Ziemie odzyskane”…
W to absurdalne  określenie wielu wierzy po dziś dzień.
Tak więc wraz z „ziemiami odzyskanymi” odzyskaliśmy też kilka chałup, których niemieckość trudno było ukryć.  Wśród nich również pałac Silginy.  Mimo to,  jako się rzekło pałac przetrwał w dobrym stanie kilkadziesiąt powojennych lat,  a jego upadek paradoksalnie zaczął się dopiero w wolnej Polsce,  w latach 90-tych,  kiedy uzyskał inwestora prywatnego (paradoksalnie?  Trend ten jest normą. Powinno być: „Jak większość rezydencji wschodniopruskich przetrwał wojnę, komunę, a niszczony być zaczął, zgodnie z polską tradycją, po przejęciu przez osoby prywatne” . Niechże wreszcie autor powie to wyraźnie – przyp. korekta).

silginy 014

silginy 018

silginy 032

silginy 012
Jak donosi internet,  Silginy należą do gminy Barciany. Gmina Barciany należy do związku gmin Barcja,  a na terenie związku gmin Barcja działa fundacja Polsko-Niemiecka,  wspomagająca inną fundację Polsko-Niemiecką ( fundację córkę? matkę? szwagierkę? konkubinę?) w renowacji pałacu Silginy.
Rodzina fundacji pozostająca w mniej lub bardziej legalnym związku raczy sobie żartować. Od ponad 20 lat w pałacu nie został wykonany żaden ruch, oprócz działań szabrowniczych. Od ponad 20 lat budynek zamienia się systematycznie w ruinę.

silginy 033

silginy 036

silginy 037
Interesująca jest pewna prawidłowość.  Ilość fundacji zajmujących się ochroną zabytków w regionie rośnie wprost proporcjonalnie do ilości zabytków tych w ruinę popadających.
Fundacje takie cechują się pewnymi właściwościami:

– w nazwie występuje termin „niemiecka”,  co ma sugerować solidność,  a jednocześnie wskazuje na emocjonalny związek z regionem,  co wzbudza zaufanie. Choć wszystko co fundacja ma wspólnego z Niemcami,  to Porsche prezesa zarządu.

-fundacja obiecuje po wyremontowaniu obiektu umieścić w nim jakieś centrum polsko-niemieckiej przyjaźni,  porozumienia między tymi bratnimi narodami,  ośrodek kulturalny , muzeum,  czy inną placówkę społecznie pożądaną na zapyziałej wsi,  gdzie pekaes przejeżdża raz dziennie i to wtedy kiedy gnojowica na drodze zamarznie.

-pojawienie się fundacji wzbudza zadowolenie lokalnych urzędników,  bo zamyka mordę upierdliwym malkontentom,  a im zdejmuje garba z pleców,  w postaci cholernego zabytku. Nie wnikając zbytnio w działalność takiej fundacji,  mogą otrąbić sukces.

-fundacja jak to fundacja,  łyka tego typu obiekty,  przeważnie z wiekowym parkiem o atrakcyjnej lokalizacji (na tej zapyziałej wsi właśnie),  nad rzeką lub jeziorem, za symboliczną złotówkę,  a efekt działalności takich instytucji to znikające w zastraszającym tempie obiekty zabytkowe,  z którymi są przecież zawsze niepotrzebne problemy. Obiekty te niszczeją gdyż fundacja nie potrafi zgromadzić funduszy na remont,  co fundacji zdaje się absolutnie nie przeszkadzać. Tak wszak działa fundacja.  Przynajmniej jej polski model.

silginy 007

silginy 013

silginy 022

Ale wróćmy do pałacu w Silginach (o którym nawiasem mówiąc mówi się w kuluarach,  iż wiele było niejasności w transakcji nabycia obiektu,  rzecz opierała się na jakichś mglistych zasadach,  ale ja oczywiście w plotki nie wierzę).

Rudera jak się okazuję jest obecnie na sprzedaż. Oferta mówi iż budynek posiada 32 pokoje. Wydaję mi się, że już mniej, choć są znacznie przestronniejsze niż pierwotnie…
Cena pałacu wynosi 50.000 euro, dziwnie tanio nawet jak na kupę gruzu i ponad 4,5 hektara działki (może to zniżka za „przekleństwo” tego miejsca), ale nie wnikam. Dodatkowo oferowane są plany renowacji pałacu, za kolejne 50.000 euro. Plany te jednak dotyczą obiektu w wersji kompletnej i mogą być już nieco nieaktualne.

silginy plany1

silginy park 1

Jak na moje skromne oko zabytków konserwatora, do sumy tej w euro ciągle wyrażonej, należy dopisać jeszcze jedno zero, aby bardzo ostrożnie zacząć się zastanawiać od czego zacząć.  Bardzo ostrożnie.

silginy 042

silginy 021
Dlatego spoglądając w kryształową kulę powiem co będzie.
Pałacu nie będzie.
Tak mówi kula.  Kula mówi jeszcze,  że doprowadzenie obiektu do ruiny tłumaczone będzie tym,  iż to Konserwator (umowne określenie urzędnika „od zabytków”,  którym posługuje się większość obywateli, a autor dla ułatwienia z tejże nomenklatury korzysta- przyp. korekta) i nieludzkie polskie prawo blokowało remont pałacu. Żeby to przewidzieć czarodziejska kula nie jest potrzebna. Jest to tak oczywiste i typowe usprawiedliwienie,  że robi się już nudne.
Stawianie w ten sposób sprawy przez inwestora jest nie tylko przysłowiowym odwracaniem kota ogonem, ale wręcz cyniczną manipulacją. Tyle powszechna, co tanią.
Tego typu retoryka stosowana jest w dwóch przypadkach. Gdy nabywca zabytkowego obiektu z premedytacją doprowadza go do ruiny, mając gotowy plan destrukcji w momencie kupna (sankcje są znikome lub żadne, odpada kosztowny remont zabytku, wartością jest wolna od kłopotu parcela. Właśnie działka jest najczęstszym powodem celowego zaniedbania i doprowadzenia do ruiny zabytku).  Lub gdy jakiś Rotszyld powiatowy skusi się na niską cenę obiektu zabytkowego (cena jest niska,  gdyż remont kosztowny),  mając nadzieję  że odbuduje „po taniochu”,  „po swojemu” i systemem gospodarczym,  a potem piszczy niczym Batory na mieliźnie,  że Konserwator mu nie pozwala robić tego co chce…

Bo od tego jest Konserwator do kurwy nędzy,  żeby nikt nie robił tego co mu się żywnie podoba!
(zgadza się –przyp. korekta)

Było się wcześniej zorientować. Nie kupuję Jaguara kiedy stać mnie na Poloneza. Zabytki nie są przeznaczone dla przeciętnego zjadacza parówek.  A przepisy stanowiące o ochronie zabytków rzeczywiście są niedoskonałe. Prawo jest zbyt mało restrykcyjne i pobłażliwe. Brak jest jakichkolwiek możliwości weryfikacji zabezpieczenia finansowego u tego typu huncwotów. I brak represji dla złoczyńców.
Cóż tam jeszcze w kryształowej kuli piszczy? Aaa …chciałaby przedstawić sytuacje z cyklu „Konserwator blokuje remont”; wymianę zdań między Konserwatorem, a więc tym mitycznym bezdusznym stworem,  który rzuca kłody pod nogi inwestorowi,  mając na celu zniszczenie zabytku,  a inwestorem,  który chce zabytek wyremontować,  wkładając w to serce i pieniądze,  nazwijmy go roboczo Januszem. Naświetli to typowe podejście do zabytku,  przeciętnego nabywcy takiego obiektu.

Konserwator – Proszę zachować oryginalną stolarkę drzwiową i okienną.

Janusz – Co pani? ja już zamówiłem plastiki, ciepłe, podwójne, może trochę mniejsze, kwadratowe , ale tu się wykuje, a tu podmuruje… i drzwi takie z okrągłymi szybami… modne, w marynarskim stylu… mam się z tym próchnem p……ić?

K- Sztukateria na suficie w znacznym stopniu zachowana,  nie będzie problemu z odtworzeniem ubytków.

J- Nie opyla się .W   sklepach  są teraz takie rozety w kwiaty nowe,  całe, ze sturopianu… Zresztą wolałbym na suficie obraz,  fresk taki jak w kościołach,  wie pani,  ja na białym koniu,  na tle firmy… artystę już nająłem … ćpunowaty z wyglądu,  ale malować umi hehe…

K- te i te prace powinny być wykonane pod nadzorem historyka sztuki. Jest kilka dobrych pracowni konserwacji zabytków.

J- Po co?  Szwagier zna się na remontach,  bo łazienkę u sąsiada robił…  A żona zaprojektuje… ostatnio jest dyzajnerem,  poradniki ma i różne takie pałace rysuje…  o, tu będzie kominek i mój herb taki zaprojektowała, pół orzeł pół lew na złotym tronie…  a ten cały tył to trzeba zburzyć,  ze szkła zrobić,  bo synu siłke tam chce…
(opracowano na podstawie wieloletniej obserwacji poczynionej podczas pracy w Pracowni Konserwacji Zabytków- przyp.korekta)

I tak to nasz Janusz parówkożerca zabiera się do remontu świeżo nabytego pałacyku. Jak będzie wytrwały to postawi na swoim (głupia cipa,  przecież to moja chałupa!).  A jak nie,  to przekornie lub zgodnie z wcześniejszym założeniem poczeka aż się obiekt zawali (pretensje do tej baby.  Ja chciałem ale nie pozwoliła).  Zyskując parcelę na którą Konserwator może mu skoczyć.
Kula kryształowa mówi,  że teraz można już pobudować dworek z kolumienkami,  w kolorze pistacjowym,  od dołu nawiązujący do włoskiej toskańskiej willi,  przechodzący płynnie w drugiej kondygnacji w góralską bacówkę,  zakończony dwiema wieżami,  jedną okrągłą, drugą kwadratową,  z krenelażem na szczycie,  z tarasem widokowym pomiędzy nimi,  przykrytym kopułą,  wspartą na czterech kolumnach doryckich , po których pnie się stiukowy winobluszcz,  o podjeździe zdobionym gipsowymi lwami i fontanną.
Klasyczna rezydencja prowincjonalnego biznesu.
Był pałac? Jest pałac.
Ale równie dobrze,  mówi kula,  warto otworzyć tu,  w ekonomicznym Eldorado pełnym biernego zawodowo materiału ludzkiego (choć już nieco syndromem wiecznego urlopu skażonego, acz jeszcze redukcją życiowych oczekiwań nie dotkniętego) jakiś interes i szlachetnie zapewnić miejsca pracy miejscowym masom niepracującym, a zamiast niemieckiego pałacu, symbolu próżniactwa i wyzysku,  pobudować w tym miejscu jakieś przedsiębiorstwo produkcji nakrętek do hop koli,  zakład utylizacji odpadów poubojowych, tudzież otworzyć fermę tak zwanych „Drwali”,  a więc jednakowych,  niedookreślonych płciowo,  osobników,  o wymuskanych brodach a’la barbe fleure i wąskich spodenkach,  hipsterami czasem zwanych.  Gdyż obserwując rzeszę tych dziwolągów atakujących nas od jakiegoś czasu z reklam,  telewizji i ulic większych miast ( w Olsztynie jest dwóch) jestem pewien że fermy takie istnieją i są solidnie przez Unię dotowane…

Rzućmy teraz okiem na kilka obrazków z cyklu „Konserwatora przy remoncie nie było lub udało się go wydymać ” :
Oto poniżej XIX-wieczny pałac w Strzelewie (woj. Kujawsko-Pomorskie) ,,przed” i ,,po” :
strzelewo pałac
Nie,  nie został zburzony.  Został wyremontowany w roku 1969-tym i przystosowany do współczesnych potrzeb.  Konserwator nie zablokował remontu.  Przypadek to skrajny,  lecz gdyby nie ci wiecznie przeklinani urzędnicy,  to wiele obiektów zabytkowych uzyskałoby podobny lub bardziej fantazyjny kostium .
Ale coś z naszego podwórka. Dwór w Wiatrowcu (Warmińsko-Mazurskie) z roku 1780-ego,  z gankiem zdobionym kamiennymi płaskorzeźbami, datowanymi na początek XVII wieku,  a pochodzącymi z Królewca.  Należący onegdaj do polskiej rodziny Kobylińskich. Tak oto prezentował się do lat 70-tych XX wieku :

wiatrowiec sobiesiak
A tak obecnie. ,,Ucywilizowany”. 400-letnie płaskorzeźby zniszczono. Stare dęby w parku wycięto. Rzeźby w parku rozbito…szarpiąc traktorami :
wiatr teraz
Z kolei pałac w Mołdytach (Warmińsko-Mazurskie),  z roku 1741, prawdopodobnie zbudowany przez nieślubnego syna króla Polski Augusta II Mocnego.  Po ,,odświeżeniu” w latach 80-tych XX wieku. Nie dysponujemy póki co dobrym zdjęciem oryginału,  ale ten obiekt na barokową rezydencję królewskiego syna już  raczej nie wygląda :

mołdyty gciPozostał tylko herb…mołdyty bisztynek

Niczego sobie jest również wieża ciśnień w Szczytnie, której remont i adaptacja prowadzone są z rozmachem :wieża szczytno

Poniżej z kolei pałacyk w Wopławkach i dobudowana współcześnie baszta z pustaków. No bo cóż to za pałac bez wieży?

wopławki dwór baszta
A teraz porównajmy rekonstrukcje. Tak oto wygląda częściowo zrekonstruowana przez pracownię konserwacji zabytków średniowieczna baszta w pewnym mieście wojewódzkim (Warmińsko-Mazurskie) :
silginy 055
A tak „odbudowana baszta” (tak widniało na tablicy budowy), w tym samym mieście, przeznaczona na cele komercyjne,  będąca inwestycja prywatną (to to coś w kratkę na pierwszym planie) :malta cafe 1

Pobudowanie owego koszmarka,  w obrębie starego miasta, tuż przy średniowiecznej katedrze,  opartego zarówno na murach miejskich jak i na ściemie o rekonstrukcji średniowiecznej baszty staje się zrozumiałe kiedy dowiemy się,  że inwestorem był lokalny polityk.
Można ? Można.
Być może inwestor był zafascynowany rosyjską szkołą rekonstrukcji. Oto krzyżacki zamek w Królewcu, siedziba Wielkiego Mistrza,  zniszczony podczas II Wojny Światowej przez Brytyjczyków,  a jego resztki wysadzone w roku 1968 :
zamek w królewcu 1

A tak wygląda zbudowany w tym samym miejscu dzisiejszy ,,zamek”. Zwie się Domem Sowietów :

dom sowietów

Dorzucę jeszcze takie porównanie. Znany szeroko przykład „renowacji”. To tylko malowidło . Ale  doskonale obrazuje ono jakie są efekty,  kiedy za renowacje biorą się amatorzy :

renowacja

 

Dziesiątków zniszczonych całkowicie,  tylko w ostatnich latach dworów i pałaców,  czy to przez niefrasobliwość czy z premedytacją,  z terenu Warmii i Mazur prezentować tu nie będę.  Jest tego zbyt wiele.  Zbyt przygnębiający to widok.
Tak oto rozważając snuję się po pałacu w Silginach,  bacząc żeby mi na głowę nie spadł,  zanim opowieść skończę. Bo trzeba nadmienić że są siły,  które pragną przeszkodzić nam w dziele zacierania śladów obcej kultury (i kultury w ogóle) na ziemiach słusznie we władaniu piastowskiego narodu pozostających.
Tak,  to wróg nasz odwieczny;  Niemcy!
Znowu knują,  znowu jątrzą,  podstępnie i łakomie zerkając na walące się pałace dawnych Prus Wschodnich. Bowiem jeśli pokręcić się po niemieckich forach i stronach internetowych,  okazuje się,  że pałac w Silginach jest polecany jako ciekawy obiekt,  który można jeszcze uratować. Co ma być możliwe w roku 2016,  kiedy cudzoziemcy będą mogli nieruchomości w nadwiślańskim kraju nabywać legalnie (o niedoczekanie! Lepiej niech się pałac zawali, niżby Niemiec miał wziąć ). Przy dyskusji o pałacu w Silginach pojawiają się też bezczelne uwagi o tym,  że Polacy nie potrafią dbać o niemieckie rezydencje ( nieprawda! A nasze sprzątaczki w Niemczech? ).
Pałac w Silginach możliwy jest jeszcze do podźwignięcia,  z zachowaniem znacznej części substancji zabytkowej.  Będzie to trudne,  majstersztyk niejako (z niemieckiego meisterstück – mistrzowskie dzieło- przyp. korekta), ale wykonalne.  Czas działa jak zwykle na niekorzyść zabytku. Być może czeka go już ostatnia zima.  Myśmy na przykładzie Silgin i wielu podobnych obiektów pokazali jaki mamy stosunek do dziedzictwa tych ziem.  Może czas pozwolić aby zajęli się tym inni.  Tylko czy zdążą?
Czy Niemcy zdążą?

silginy 024

lwowiec1a

lwowiec 2a

W związku z przepowiadanym już przez Nostradamusa powrotem Niemców do Silgin,  postanawiam przeprowadzić badania socjologiczne,  mające na celu wyczucie nastrojów wśród ludności miejscowej.
Wybraną grupę respondentów,  będącą jednocześnie reprezentatywną grupą dla północno-wschodniej prowincji Polski,  odnajduję na koloni wsi, manipulującą przy stosie drewna. Jeden rąbie, dwóch zdaje się być już narąbanych (piątek, około 11 rano) i wspomaga towarzysza mentalnie.
Zadaję więc pytanie,  co sądzą o zbliżającej się możliwości sprzedaży nieruchomości obcokrajowcom,  do zajęcia stanowiska wobec przedstawionej materii czteropakiem piwka zachęcając. Zdaję sobie sprawę, że w ten sposób przyczyniam się do spowolnienia rozwoju gospodarki w regionie,  lecz doświadczenie mówi iż taka forma nawiązania kontaktu jest niezastąpiona.  Respondenci nie mają skrupułów,  wychodząc z założenia,  że służba nauce jest wielce istotna i robią sobie przerwę na lunch, która w konsekwencji w fajrant się przeradza. Grupa o dziwo okazuje się być niespójna, dzieląc się na dwie nierówne części (ciekawe jak czteropaka podzielą) o odmiennym światopoglądzie.
Krystalizują się dwie opinie,  jedna naznaczona słusznym,  tradycyjnym, polskim strachem przed obcym:
Cało ziemie wykupio… i Polske … bedziema znowu robić jak niewolni… ( no jasne że jak nie wolni. Niemiec nie lubi jak się wolno robi) ale może tera pisy nie pozwolo…
Druga postępowa,  z nadzieją patrząca w przyszłość :
No i dobrze… Może robota będzie…  ja tam się Niemców nie boję…  Bo teraz to panie bryndza…  Panie,  co te kurwy z tą polską wsią zrobiły…
Które kurwy pan szanowny raczył wspomnieć?
Wszystkie kurwy!  Wszystkie…  I z prawa i z lewa.  A najgorsze te co na wieś miały dawać,  z Unii,  a sami kradną…  jak się nakradli…  pod siebie,  pod siebie… nic tu… Ooo ten z peeselu,  co ziemi tam nabrał,  dotacji na lewo…  jak on?  Ty będziesz wiedział, no…
Choć debata zapowiadał się interesująco,  czas już był mi  się oddalić. Bogatszy o wiedzę, a uboższy o cztery piwa (czteropaka na trzech podzielili w ten sposób, że jeden pogalopował rowerem gdzieś do sklepu po jeszcze dwa), dochodzę do wniosku,  że na wsi nic się nie zmieniło,  sytuacja jest stabilna,  a nastroje są zrównoważone i stonowane.

lwowiec3a
Ale trzeba być gotowym na najgorsze.  Dla tego zamieszczam krótki niemiecko-polski słowniczek,  kilka zwrotów,  z jakimi możemy się spotkać kiedy przyjdą Niemcy.

Eee – podejdź no, dostaniesz czekoladę.
Das ist Mercedes – umyj mój samochód
Keine Arbeit, keine Wurst – bez pracy nie ma kołaczy
Bitte fünf zlotiś – naści monetę
Filz-kaugummi raus – zdejm buty w przedsionku
Achtung – nie dotykaj, to nie są tanie rzeczy
Scheiße  – znowu jesteś pijany! Kiedyś ty się zdążył nawalić?

I proponuję sobie te zwroty przyswoić.
Zanim przyjdą Niemcy.

silginy 038
Auf Wiedersehen.
Silginy, listopad 2015 rok.

8 odpowiedzi do “Pałac Silginy. Czy Niemcy zdążą?”

  1. Wspaniale, pięknie napisane !! ..a propos komentarzy powyżej … Wydaje mi się że Pepe nie walczy z systemem lecz wskazuje na absurdy co z resztą wychodzi doskonale!! A stan zabytków naszego regionu wskazuje na sprawność Państwa… Pięknie Pepe! Gratulacje.

  2. Dobrze,że o tym piszesz, ale jakoś nie wspominasz o tysiącach szubienic i milionach niewolników spontanicznie wieszanych i gwałconych w Prusach Wschodnich przez wyższą niemiecką oczywiście rasę. Brakuje danych ?Czy wypracowanie tendencyjne? Niewolnicy rolni ,to nie była garstka ludzi , to były TŁUMY!!!Zrób korektę ,aneks..będzie ciekawiej i prawdziwiej.Ten zdziczały naród ze wschodu tradycyjnie podziękował za piękną uroczą, rodzinną,, niemiecką wizytę na wschodzie! Kumasz troszeczkę autorze nieskalany?/Może policzyłeś ilu puścili przez komin niemieccy hrabiowie, ile kulek musieli zmarnować na podludzi…ciężka praca….Pozdrawiam w szukaniu prawdy!

    1. Z tymi tysiącami szubienic i milionach niewolników w Prusach Wschodnich, mordowanych przez Niemców, to bym się nie rozpędzał… Bo w czasie II wojny były to przypadki sporadyczne w tym regionie. Nie tworzące jakiegoś masowego i zauważalnego zjawiska. Znam przypadki, kiedy pracownik przymusowy traktowany był przez bauera jak niewolnik, znam takie kiedy traktowano go jak członka rodziny. O masowym mordowaniu nie słyszałem.
      Opisałem tu sytuację jaka miała miejsce w Prusach Wschodnich, w roku 1945. Mniej znany wycinek historii. Ale wyraźnie osadzony w kontekście dość dobrze wszystkim znanej II Wojny Światowej. Nie ma potrzeby abym przypominał kim byli naziści i obozy koncentracyjne. O tym piszą inni, a ja opisałem sytuacje, o której nie zwykło się przypominać w popularnych publikacjach. Jeśli zajmę się sprawą sprzed 1000 lat, nie omieszkam nakreślić jej w szerszym kontekście, i naświetlić z każdej strony. W tym przypadku takiej potrzeby nie było. Piszę czym były Prusy Wschodnie, a nie Niemcy, czy rasa panów.

  3. Przyłączam się do pierwszego komentarza, choć poza rolą publikacji jako pewnej dokumentacji stanu aktualnego, zapewne nie będzie dla zbyt szerokiej publiczności niczym szczególnym. I to jest najbardziej w tym wszystkim smutne. Bo prawie nikogo już nie dziwi, szczególnie z tego grona, które powinno w takich sprawach reagować przynajmniej zgodnie z ustawą, że takie okoliczności stają się normą, zamiast być po prostu ściganym i piętnowanym przestępstwem. Być może pokazana dokumentacja i opis stanu aktualnego powinna trafić jak najwyżej z nadzieją na choćby formalną reakcję. Proszę spróbować przedrzeć się z tym wpisem do portali ogólnopolskich i być może począwszy od telewizji lokalnej rozpocząć proces dotarcia do np. sprawy dla reportera, uwagi lub innych podobnych audycji we wszystkich możliwych mediach, z TV Trwam na czele. Zatestujmy „dobrą zmianę” w myśleniu obecnych elit politycznych – może ktoś się tym jednak zainteresuje i zrobi coś bardziej konkretnego.
    Udostępniliśmy ten wpis na FB w kilku grupach poczynając od własnej strony: http://www.facebook.com/tripsoverpoland oraz https://www.facebook.com/groups/ratujemypolskiezabytki.

Dodaj komentarz